Michał Budnik relacjonuje: „Około godziny 23 już Korylczuk przyle­ciał do wioski i zaczął alarmować. Ja ze snu się zerwałem z żoną, zabraliśmy dzieci i uciekliśmy w środek wsi, bo zawsze mówiono, że w razie napadu to by najlepiej było skryć się do kościoła, ale ja nie zdążyłem, bo banda była już koło Franka Wiśniowskiego. Ja wpadłem do obory Sesiuka. Obora była murowana, drzwi dubeltowe i jak mnie tam wpuścili to się ucieszyłem, że twierdza dobra i ciepła dla dzieci. Broni nie było, tylko w ręku siekiera. Za mną przyszedł jeszcze Janko Ciurys z żoną i synem. Nie wiedziałem ile tu ludzi jest, bo za chwilę już banda była pod drzwiami. Ja i Piotr Ciurys z siekie­rami staliśmy koło drzwi bez słowa. Banda rabowała co tylko po­padło. Sanie za saniami, zajeżdżali i zabierali co im się podobało. W końcu przyszli do drzwi i powiadają, że to „bolszaja krepiść”, posłali po młot i zaczęli walić i zaczęły się drzwi łamać. Piotr był wyższy ode mnie i wyskoczył na strych. Ja się oglądnąłem, podałem mu rękę i wyskoczyłem też na strych. Banda weszła do obory, kobie­ty i dzieci zaczęły lamentować i prosić na miłość Boga, żeby ich nie zabijać. Bandyci mówili: „poszo was ubijać, nam nużno korowy, konie i pytali, a gdzie wasze mużyky”. To moja żona mówiła, że poszliśmy na dwór. Po chwili zabrali z obory wszystko. Przyszli do owiec, biorą a tu jest człowiek. A ty szczo za odyn – Hryńko Pańczyszyn – Ukrai­niec, Mołyś Batko, ale on potrafił i go nie bili tylko kazali mu zrzucić kożuch i buty. Zostawiono go tylko w kalesonach i koszuli i nic mu nie robili. Mnie siekiera upadła z rąk, bo miałem nadzieję, że wy­puszczą wszystkich z obory. Ja skryłem się pod słomę. Myślałem , że będą szukać za chłopami, w końcu zaczął mnie dym dusić. Myślałem, że to od Pachołków dym tu przychodzi, chociaż słyszałem, że bandy było pełno i mówili podżari, podżari. W końcu nie mogłem wytrzymać i wydostałem się spod słomy, a ja jestem w ogniu. Nie wiedziałem co mam robić. Zacząłem szukać dziury, żeby wpaść do środka obory, ale nie znalazłem i zacząłem płynąć do facjatu i tu upadłem i oprzytomniałem. Patrzę jeden z jednej strony leży, a drugi z drugiej, a ja w środku. Słyszę, że jeden jeszcze żyje i nie ucieka.

Myślałem, że on kogoś zauważył to ja też leżę, ale tu ogień naokoło. Nie mogę wytrzymać. Podnoszę głowę a tu wystrzał przeszył mi nogę, to ja znowu głowę w ogień. Poleżałem jeszcze parę minut i mówię sobie niech się dzieje wola Boska i wstaję, wychodzę do og­rodu, gdzie stał stóg słomy, który jeszcze się nie palił, to ja pod słomę a tam kryjówka. Patrzę idzie ktoś i chwyta mnie za rękę, ale ja się wyrywam i dalej pod słomę. W końcu ktoś się odzywa, jeszcześ się nie dopalił to się tu dokończysz. A to właśnie był Sesiuk Mikołaj. Wy­lazłem spod słomy, a tu Piotr Ciurys powiada – daj mi czapkę, bo jes­tem spalony, a ja też nie jestem lepszy i w dodatku ranny. Wzięliśmy się za ręce i poszliśmy przez ogrody, do Leszczyny, bo nie było się gdzie skryć, bo można było igły zbierać tak się było widać, ale w Leszczynie nie było lepiej i w dodatku śnieg po pas. Paliło się 25 gospodarstw. My z Leszczyny wydostaliśmy się na ogrody i do Pałygi pod szopę, a tu Hania przyszła po drzewo, bo już chciała szyko­wać śniadanie. Wystraszyliśmy się i pytamy, czy jeszcze jakaś banda jest. Powiada, że nie ma. Weszliśmy do mieszkania i co prawda ob- smarowała nas olejem lnianym i krzyczała – ach Suse, Suse (Jezu, Jezu). Już był dzień, poszliśmy Piotr i ja do domu. Przychodzę do do­mu furtka zamknięta, wchodzę do mieszkania – nikogo nie ma. idę do Sesiuka, na drodze napotkałem Janka Ciurysa zabitego niedaleko Sesiuka. Na podwórku Pachołka zarżnięta Hrycajka. Przychodzę do Sesiuka – leży syn Sesiuka i Wojtek Dżygała. Patrzę – flaki na wierz­chu. Więcej nikogo nie widzę. Zjawił się Sesiuk. Pytam, gdzie reszta ludzi, powiada, w oborze. Za chwilę zjawił się Kryńko, który był świadkiem co się stało z resztą ludzi. Hryńko był cały czas w oborze, widział jak ludzi spędzili w jeden kąt i postrzelali, wnieśli słomę i pod­palili, a skręt słomy z ogniem rzucili na strych i wszystko się paliło, a oni się cofali, a Hryńko za nimi. Piotr Ciurys skoczył do obory i czołgał się za nimi i jak zauważył, że już nikogo nie ma to poczołgał się do ogrodu, a Sesiuk i Dżygała skoczyli ze strychu jak tylko zaczęło się palić. Przyszło więcej ludzi i zaczęli wydobywać resztę zwłok z obory. Byli to: Jana Ciurysa żona i syn, Piotra Ciurysa żona i dwie córki, Sesiuk Józef i matka Hrycajka z dzieckiem, Agnieszka Pańczyszyn z córką i córka Sowińskiego, która była u Hryńka, Lewków Anna, Wojtka Dżygaty żona i troje dzieci no i moja żona i czworo dzieci. Złożyliśmy na podwórku cały rząd trupów, jak kto mógł tak pochował. U mnie zbili dużą skrzynię i włożyli do niej wszystkich – żonę i czworo dzieci, zawieźli na cmentarz i zostawili, bo się zbliżało ku wieczorowi, więc wszyscy uciekali z Berezowicy. Mnie zabrał z Iwanczan Budnik, tam przenocowałem i rano zawieźli mnie do Zbaraża do szpitala, a po dwóch tygodniach, przed nad­ejściem Armii Czerwonej wróciłem do domu, ale zaraz uciekłem do Płotyczy. W nocy przyszli Rosjanie. Spotkałem brata Władka i razem wróciliśmy do Berezowicy, bo tu już byli sowieci. Opatrzyli mi ranę, bo była gorsza niż na początku i tak pomiędzy wojskiem żyłem ze dwa tygodnie i w końcu mnie zabrali do Sum, do polskiego wojska”.

Michał Budnik w: Władysław Kubów Polacy i Ukraińcy w Berezowicy Małej koło Zbaraża Warszawa 1992