Wyszedłem z domu w lutym 1944 roku około godz. 23.00 i zauważyłem , że pali się wioska (mieszkałem za lasem na Gontowie około 2 km od wsi). Przez całą noc nie spałem tylko czuwałem czy nie przyjdą do nas. W trakcie czuwania słyszałem we wiosce strzały i krzyki. Co przeżyłem w tę noc nie można w tej chwili opisać, można to określić „końcem świata”. O godzinie 5.30 wyb­rałem się do wioski, ażeby zobaczyć co tam się działo. Gdy do­szedłem do Janka Nowakowskiego (Mojsa) to zauważyłem, że leży na drodze z żoną i dwie „Słunczychy” (Kaśka i stara) – leżeli razem w jednym rzędzie. Jaśko miał głowę odrąbaną poprzez zęby siekierą. Przychodzę do Władka Korylczuka i widzę, że jego najmłodsza sios­tra Stefcia leży wyrzucona przez okno – podszedłem do niej i stwier­dziłem, że zakłuta. Stamtąd wszedłem do mieszkania i zobaczyłem kałużę krwi. W jednym rzędzie leżeli: Prokop Korylczuk, jego żona i jedna córka Jadzia. Wyżej wymienieni byli pobici nożami. Na ławce leżała jedna z sióstr Władka – Marysia i jęczała, bo była przebita w brzuch. W tym samym mieszkaniu pod łóżkiem leżał ranny również Józef „Słunka”. Siedziała tam też siostra Gap Jadzia, która miała za­dane rany od sześciu noży. Na łóżku leżał syn Władka Korylczuka (dziecko) nieżywy przebity nożem w pierś.

Franka „Omelana” zamordowali w mieszkaniu samego, a u Janka Jędrzejka spalili dom i podusili się żywcem – powodem było to, że strzelał przez drzwi (dwoje – on i córka). U Kwaśnickiego nanieśli sło­my wkoło spichrza, zapalili i oni się tam udusili. Tu zginęło sześć osób. Janka Szymków przebił bagnetem w brzuch i starą Ciuryskę. Odbyło się to u Jaśka Krąpca. Kubów Jan oparzony ogniem wraz z żoną (Radian). U kościelnych byli na strychu więc wzięli nanieśli sło­my do mieszkania i podpalili. Czekali banderowcy dość długo i myśleli, że oni się już popalili. Jednak wszyscy wytrwali. Po ich odejściu pouciekali przez okno. U Dębickiego pomordowali całą ro­dzinę, a Walczyszynego Ignaca żona była poparzona, Franka Tomi­kowego zastrzelono w ogrodzie jak uciekał. U Mikołaja Sesiuka w oborze były spalone 24 osoby – nie można ich było w ogóle roz­poznać. Michał Budnik w tej samej oborze był postrzelony i poparzo­ny i Piotr Ciurys także . Zabili również Franka Wiśniowskiego żonę. W tę tragiczną noc zginęło 102 osoby a może i więcej. Franka Kubowego (Bobka) zabili i przywiązali u Mateusza Zakszewskiego na sznurku do bzu (listopad). Pawła Wiśniowskiego i Piotra Kubowego zamordowali w stajni koło koni (grudzień). Należy również podkreślić, że po wymordowaniu banderowcy rabowali cały dobytek polski.

Józef Gap w: Władysław Kubów Polacy i Ukraińcy w Berezowicy Małej koło Zbaraża Warszawa 1992