Jak był napad na Berezowicę dnia 22 lu­tego 1944 roku w nocy, tom widział jak się paliła wieś, chciałem iść, ale żona mi nie pozwoliła, mówiła, że może do nas przyjdą. Cze­kałem do rana, około piątej zaprzęgnąłem konie i pojechałem do Be­rezowicy do rodziny. Gdy przejeżdżałem koło Korylczuka, konie stanęły, patrzę na drodze leży człowiek, głowa na dwa kawałki rozrąbana i dziecko koło niego zabite. Odciągnąłem ich na bok i przyszedłem do Korylczuka, patrzę wszyscy leżą na ziemi pomordo­wani, w mieszkaniu pełno krwi. Jadę dalej i znów mi konie stanęły, przychodzę, patrzę – brzuch rozrąbany siekierą – to był Szymków Jan. Przyjechałem do ojca – pali się wszystko. Zostawiłem konie i lecę do mieszkania, w drzwiach zapaliły mi się włosy na głowie. Wróciłem i do okna, wlazłem do środka, szukam – nikogo nie ma, wyskoczyłem na dwór i szukam dalej, idę do spichlerza, sam ogień nie przystąpi, zacząłem rzucać śniegiem. Około jedenastej udało mi się dostać do środka. Tu znalazłem rodzinę, ale popalone, same smoluchy, że nie było można (nikogo) poznać. Zacząłem ich wy­ciągać, bo byli drutami powiązani i kamieniami przykryci. Ojciec miał 84 lata, siostra Anna Kuraś 40 lat, brat Antoni 38 lat, bratowa Maria 37 lat i dwoje dzieci Kazimierz 12 lat i Władzio 4 lata. Cała rodzina wymordowana, zabudowania spalone, konie i krowy zabrane,wracam do domu. Na Gontowie byli Niemcy, mówią pojedziemy zobaczyć gdzie było tych rezunów zebranie. Przyjechaliśmy koło Prokopa Ko­rylczuka, i do góry na Bogatą Górę. Była to droga przez pola więc oni jechali prosto do Korylczuka. Ktoś zameldował, że u Prokopa nie ma nikogo, są u Władka. Zawróciliśmy i jedziemy do Władka i na tej dro­dze co idzie do Berezowicy to Niemcy znaleźli nóż na obie strony wy­ostrzony, czapkę z papieru i maski z papieru. Jedziemy prosto do Kobylii. Niemcy liczyli, że około stu furmanek (sani) jechało, a po bo­kach na koniach. A ta zbiórka to była w Kobylii koło szkoły.

A teraz Gontowa – był trzy razy napad, pierwszy był w listopadzie 1944 roku, ale się pilnowaliśmy, uciekliśmy w pole – to tylko nas zra­bowali. Drugi był 10 grudnia, to zabili Janka Rożka 48 lat, Annę Ol­szewską 54 lata – nożem w brzuch. Cały czas nocowaliśmy w polu i 18 grudnia uciekliśmy do Tarnopola. Zaraz napadli, wieś spalili, a ko­go złapali – to zamordowali, ale ja już nie widziałem, bom był w Tar­nopolu.

Michał Kwaśnicki w: Władysław Kubów Polacy i Ukraińcy w Berezowicy Małej koło Zbaraża Warszawa 1992