Zaczęło się to 23 lutego, był popieleć. Przed tym dniem ludzie byli przygotowani do napadu. Dlatego też wyznaczali warty-czujki spośród mężczyzn i czuwali całą noc, wypatrując czy ktoś się nie zbliża do wioski. Na kilka dni przed tym chłopi byli zabierani przez Niemców do kopania o- kopów na całe dnie, dlatego w tym czasie czuwanie było osłabione i nikt się nie spostrzegł, że na kolonii Berezowicy zaczęło się mordowanie i palenie domów przez bandytów, którzy na furmankach przyjechali z Wołynia aby rozpocząć rzeź ludzi. Banda ta składająca się z około 100 osób na 40 furmankach (saniach) zaczęła napad. Wyciągali ludzi ze snu, kładli na ziemi i przebijali bagnetami. Na kolonii zginęło około 30 osób m.in. Katarzyna Tomków (wdowa po fornalu, który zmarł na suchoty) wraz z siedmiorgiem małych dzieci, które porąbano na kawałki, Szewczuk Piotr zarąbany w sieni gdzie stawiał opór bandytom, Korylczuk Władysław uciekł przez dach i pobiegł do wsi i zaalarmował ludzi o napaści. Rodzinę Korylczuka wymordowano całą, a 3-letnie dziecko bandyta wziął na bagnet. Dziecko wiło się dopóki nie skonało na bagnecie. Ludzie zaczęli się chronić, gdzie kto mógł, do piwnic, na strychy, do murowanych obór. Jak był alarm 28 osób schroniło się do obory Mikołaja Sesiuka. Zamknęli się w oborze, lecz to nic nie pomogło, bo bandyci toporami rozwalili drzwi, wymordowali wszystkich i nanieśli słomy i podpalili. Na strychu tejże o- bory siedziało dwóch mężczyzn – Wojciech Dżygała i Franciszek Sesiuk. Gdy obora zaczęła się palić to oni uciekli na drogę, wówczas bandyci złapali ich, związali razem i wrzucili do płonącej obory, tak, że żywcem zostali spaleni. W tym dniu we wsi i kolonii łącznie zginęło 114 osób, spalono 24 zabudowania. Zginęli jeszcze tacy jak: Buff Michał, zabito go i podpalono mieszkanie, Sowiński Aleksander z żoną Petronelą, Berezin Klemens ranny uciekł przez okno a żonę z trzytygodniowym dzieckiem zarżnęli w pierzynach i dwójkę większych dzieci też. Tomków Franciszek uciekł ze schronu, lecz zarąbano go na środku drogi a gospodarstwo spalono, Tomków Andrzej uciekł z żoną, tylko gospodarstwo im spalili, Kubów Tomasz i Juzwa Jakób – spalone gospodarstwa, Szczepan Dębicki uciekł ale żona, matka i dzieci – wyrąbane, Juzwa Anna zamordowana na strychu, Wiśniowski Franciszek uciekł, a żonę, dziecko i matkę zamordowano, Pachołek Władysław uciekł, a żona z dzieckiem zamordowana, Ciurys Grzegorz przewieszony przez okno podziobany bagnetami, a żonę zabito na drabinie jak uciekała na strych. Kwaśnicki Antoni – całą sześcioosbową rodzinę wymordowano, Szymków Jan zarżnięty przez pół obwiązany smołą i spalony, Sowiński Władysław uciekał przez okno i tu go zabito.
Mimo, że tyle nabito osób i spalono to również rabowali dobytek i w ogóle wszystko co się dało – naczynia kuchenne, namoczoną bieliznę razem z kotłem, przędziwo, konie, owce, co popadło. Nad ranem cała ta tragedia dobiegła końca, zabrali co mogli na sanie i pojechali na Wołyń. Myśmy w tym czasie byli wszyscy w domu. Ojciec chciał też uciekać, ale został z nami. Wszyscy siedzieliśmy na łóżku i czekaliśmy co będzie dalej. Ja z bratem Jankiem uciekłem na strych i stąd widziałem jak podpalono stryja Kubów Macieja. Oni sami leżeli w kalesonach w sadzie na śniegu, jak zobaczyłem, że idą bandyci koło naszego domu zszedłem do kuchni,bo chciałem być razem z rodziną, co ich spotka to i mnie. Ale nie wiem czy to cud, czy co, minęli nasz dom i pięć innych. Koło nas podpalili gospodarstwo, poszedłem więc wypuścić konie ze stajni, bo mi ich było żal, żeby się żywcem nie spaliły. Gdy wyszedłem to cała rodzina za mną, chcieliśmy uciec, ale na drodze stali bandyci, zaczęli strzelać, konie się wystraszyły i uciekły, a myśmy wrócili do domu i skryli się gdzie kto mógł i tak dzięki Bogu ocaleliśmy wśród niewielu. Tak się skończył ten popieleć, naprawdę krwawy.
W tym samym roku, tylko na Boże Narodzenie urządzono rzeź w Ihrowicy, do której uciekło kilka osób z Berezowicy i tutaj ich pobito. Zginęło wówczas około stu osób. Tylko tyle wiadomo mi, że na Wigilię ksiądz, który zobaczył ogień zrobił alarm – zaczął dzwonić w dzwonnicy – wówczas bandyci złapali go i żywcem zarżnęli piłą, a matka księdza umarła ze strachu. W Gontowie były takie wypadki, że kobietom w ciąży na żywca rozpruwano brzuchy i tak umierały w męczarniach. Wieś tę wzięto ze wszystkich stron i wybito kogo się dało.
O Kołodnie wiem tylko tyle, że spędzono około 100 osób do kościoła i wybito wszystkich, podpalono kościół, bo był drewniany. Netrebę napadnięto raz w żniwa, ale wieś się obroniła, a drugi raz je- sienią i wówczas wybito i spalono.
Przychodzili Niemcy, brali do kopania okopów, za byle przewinienia bili, później przyszedł Ukrainiec i ten też nie oszczędzał. Już za sowietów zginął od banderowców Kubów Piotr, zawleczono go między konie i tu zabito. Kubów Franciszek był wleczony na sznurku przez całą wieś i później powieszony na krzaku. W 1944 po Bożym Narodzeniu wyjechaliśmy do Tarnopola i po trzech tygodniach czekania na transport pojechaliśmy do Polski. Pisać można jeszcze dużo, ale lepiej nie wspominać i oby się nie powtórzyły tamte dni grozy, męki i strachu.
Władysław Kubów (Bojko) w: Władysław Kubów Polacy i Ukraińcy w Berozowicy Małej koło Zbaraża Warszawa 1992