Na początku Niemcy zabrali nam klacz, następnie wszystko zboże. Cierpieliśmy głód, a gdy doczekaliśmy się niedojrzałego ziarna, to nie było go na czym zemleć. Skombinowaliśmy żarna, które zaraz Niemcy rozbili. Najgorsze było jednak chowanie się przed ukraińskimi bandami, które napadały na Polaków i niewinnych ludzi, mordując w okrutny sposób, rabując i paląc nasze domy. Nieraz spędzaliśmy całe noce w śniegach, kryjąc się i szukając schronienia przed bandami. Każda noc dla nas była udręką. Żyliśmy w wiecznym strachu.
Noc z 22 na 23 lutego 1944 roku jest dla nas Polaków z Berezowicy Małej bolesnym i dręczącym wspomnieniem. Tej nocy ukraińskie bandy w okrutny sposób wymordowały ludzi i spaliły nasze gospodarstwa. Władek Korylczuk biegł przez wieś i krzyczał „alarm- rżną”. Obudziliśmy się i wybiegliśmy natychmiast z domu na szosę. Ukraińska banda była już koło Wasyla Ceby. Zdążyliśmy jednak uciec. Bandyci poszli do naszego domu i go podpalili. Gdy wróciliśmy do domu – zastaliśmy kupę popiołu, zostało nam tylko to co mieliśmy na sobie i bez kawałka chleba, ale cieszyliśmy się, żeśmy swoje życie uratowali. Z wielką radością witało się ludzi, którzy przeżyli ten okrutny mord. My zostaliśmy bez dachu nad głową, nie było się gdzie ogrzać ani co jeść.
Na noc poszliśmy do sąsiada Maksyma Łewkiw, ale nie spaliśmy tylkośmy czuwali. Zauważyliśmy przez okno, że bandyci chodzą z czerwonym światłem po naszym podwórzu. Z Bożą wolą otworzyliśmy drzwi i uciekliśmy do pańskiego sadu. W śniegu za murem staliśmy całą noc i patrzyliśmy jak oni nas szukają. Poszli do Maksyma i też nas tam szukali po kątach, a gdy rano przyszliśmy z powrotem do Maksyma to jego żona powiedziała, że dobrze żeście uciekli, bo byliby was pomordowali. Anna Kubów, jak to u nas mówili – Ratifony- cha – skryła się tej nocy pod szopą Iwana Kocaja i widziała jak banda wyszła z jego mieszkania.
Następnego dnia przyszedł do nas Agrest (sekretarz gminy) z Niemcami. Zabrali dwuletnią jałówkę, zrobili zdjęcia naszego spalonego domu i poszli, nam nic nie mówili. Żyliśmy w ciągłym strachu, chowając się w każdą noc aż do przyjścia sowieckiej czerwonej armii.
Maria Juzwa w: Władysław Kubów Polacy i Ukraińcy w Berezowicy Małej koło Zbaraża Warszawa 1992